Lisa Bailey przez lata budowała dla FBI twarze z kości, tak żeby ktoś, kto tę osobę kochał, mógł ją rozpoznać.
Sztuka kryminalistyczna to jedyne miejsce, w którym wygląd przestaje być kwestią gustu, a staje się kwestią dowodu. Nie ma stylizacji, nie ma upiększania, nie ma aspiracji. Jest czaszka na stole, zestaw uśrednionych wartości, do których nikt realnie nie pasuje, i decyzja o tym, która wersja twarzy jest na tyle prawdopodobna, żeby ktoś rozpoznał ją w wieczornych wiadomościach. Matka, brat, przyjaciółka.
Napisaliśmy do niej, bo prawie nikt nie myśli o wyglądzie w ten sposób.
Wszędzie indziej twarz jest czymś, co się prezentuje. Tutaj jest czymś, co się odtwarza z tego, co zostało, przy założeniu, że twarz niesie w sobie człowieka i że drugi człowiek potrafi go w niej odnaleźć. To bardzo mocna teza o wyglądzie, sprawdzana w najtrudniejszych możliwych warunkach.
Poniżej jej własna relacja, lekko zredagowana, jej słowami.
Odpowiedziała na sześć z wysłanych pytań, dwa zostawiła. To, co wróciło, nie jest wykładem technicznym. Bliżej temu do raportu z krańca tematu, łącznie z fragmentem, w którym instytucja, dla której pracowała, okazała się mieć własne zdanie na temat kobiety z ekspercką wiedzą.
Kiedy zaczynała Pani rekonstrukcję, ile w gotowej twarzy decydowała czaszka, a ile Pani?
To zabrzmi jak wykręt, ale muszę powiedzieć, że pół na pół. Czaszka daje nam ogólny kształt głowy, proporcje i rozmieszczenie elementów. To naprawdę dużo, ale nie znamy szczegółów i właśnie stamtąd bierze się całe zgadywanie. Przynajmniej u mnie.
Na przykład widzę, że ktoś miał blisko osadzone oczy, bo oczodoły są szeroko rozstawione, ale nie wiem, jaki miał kształt powiek i jak się układały. Coś takiego potrafi radykalnie zmienić to, jak człowiek wygląda. Nie chcę czepiać się konkretnej znanej osoby, ale weźmy kogoś, kto miał charakterystyczne oczy, powiedzmy opadające powieki, a po operacji plastycznej, kiedy ta skóra zostaje usunięta, wygląda jak zupełnie inna osoba.
Usta to druga rzecz, w której trzeba zgadywać. Mamy wytyczne, którymi się kierujemy, ale nie ma nic na tyle konkretnego, żeby mieć pewność, czy ktoś miał pełne usta, czy bardzo wąskie. Staramy się po prostu nie odciągać uwagi od ogólnego wyglądu i proporcji twarzy.
Tabele grubości tkanek to średnie, a żaden realny człowiek nie jest średnią. Proszę opowiedzieć o czaszce, przy której średnie poprowadziły Panią w złą stronę.
Zwykle największy problem sprawia waga człowieka, bo pracujemy na szczątkach kostnych. Nawet jeśli w pobliżu ofiary znaleziono ubranie, nie znaczy to jeszcze, że należało do niej ani że dobrze na nią pasowało. Koszula w rozmiarze XL obok szczątków nie oznacza, że ta osoba miała nadwagę. Mogła po prostu nosić luźny T-shirt.
W rekonstrukcji twarzy zawsze musimy iść w stronę ostrożności, a to zwykle oznacza przyjęcie wagi przeciętnej.
Niektóre Pani rekonstrukcje zostały rozpoznane przez kogoś, kto znał tę osobę. Co takiego w tej twarzy rozpoznawano?
Nigdy nie miałam bezpośredniego kontaktu z rodziną i nie sądzę, żeby wielu artystów kryminalistycznych je miało. Jesteśmy dość odsunięci od tej części procesu.
Wiem natomiast, że przy mojej pierwszej identyfikacji oficer prowadzący powiedział mi, że rzeźbę pokazano w wiadomościach razem z informacjami o ciele. Chyba chodziło o wrodzoną wadę kręgosłupa. Na podstawie tej informacji i rzeźby ktoś z rodziny zadzwonił na policję i oddał DNA. Podejrzewam, że zadziałało jedno i drugie razem.
Praca ze zmarłymi musi zmieniać sposób patrzenia na żywych. Co zauważa Pani w twarzy obcego człowieka w kolejce, obok czego inni przechodzą obojętnie?
Jeśli mam chwilę, żeby komuś się przyjrzeć (nie wystraszając go przy okazji), zauważam asymetrię. Może jedno oko jest odrobinę wyżej niż drugie, może jedna strona twarzy jest lekko cofnięta. Asymetria zaczyna się na czaszce i to mnie naprawdę interesuje, żeby pomyśleć, jak mogłaby wyglądać czyjaś czaszka.
Mam zresztą wydruk 3D własnej czaszki, więc nie byłam paranoiczką, myśląc, że jedno oko mam wyżej. Dowód jest wprost na mojej czaszce.
Pracowała Pani w instytucji, która miała swoje zdanie na temat tego, jak kobieta na takim stanowisku ma wyglądać i się zachowywać. Czego to Panią nauczyło o wyglądzie jako formie autorytetu, a nie ozdoby?
Temat wyglądu nigdy nie był częścią tego, jak mnie traktowano w FBI. Zaczęłam pracę w biurze, mając czterdzieści lat, więc chociaż to jeszcze nie starość, pewnie wyglądałoby to inaczej, gdybym miała dwadzieścia parę. Swoją porcję molestowania i całkowicie niestosownych zachowań przerobiłam wcześniej, w marynarce wojennej.
W FBI nękanie brało się stąd, że byłam kobietą i ekspertką w swojej dziedzinie, a w słowach jednego szczególnie mizoginicznego przełożonego miałam „bardzo mocne opinie”. Co w jego oczach nie było zaletą. Nękano mnie i zastraszano bezlitośnie, do tego stopnia, że musiałam złożyć skargę do komisji równych szans. Wygrałam sprawę, udowodniłam dyskryminację ze względu na płeć, ale to nie zatrzymało tego traktowania. Wręcz się pogorszyło, bo doszedł jeszcze odwet.
Z mojego doświadczenia wynika, że młode kobiety w pracy są atakowane za wygląd, a starsze za rozum, doświadczenie i pewność w tym, co potrafią.
Zawodowo spędza Pani życie na patrzeniu na twarze. Jak Pani jest z tym, że ktoś patrzy na Panią, i z własną twarzą na zdjęciu?
Każdy wywiad czy film ze mną sprzed 2019 roku powstał na polecenie FBI, więc nigdy nie był moim wyborem. Absolutnie nie znoszę być fotografowana ani filmowana.
Dlatego nie mam swojej twarzy na całym Instagramie, choć podobno lepiej to działa na zasięgi. Wolę, żeby to zostało edukacyjne: odpowiadać na pytania i uczyć ludzi sztuki kryminalistycznej. Do tego nie muszą widzieć mojej twarzy.
Trzy rzeczy, które warto z tej rozmowy zabrać.
Po pierwsze, że połowa twarzy to architektura, którą dostaliśmy i której nigdy nie wybraliśmy. Warto o tym pamiętać, kiedy następnym razem ktoś będzie z niej oceniany. Po drugie, że asymetria nie jest usterką powierzchni, tylko przebijającą się konstrukcją, a osoba, która zawodowo bada twarze, uważa ją za najciekawszą rzecz w pomieszczeniu. I po trzecie, że wygląd to nie tylko to, na co się patrzy. To także to, czego się przeciwko komuś używa, a rzecz, za którą się karze, zmienia się z wiekiem: od twarzy do rozumu. To zdanie warto przeczytać dwa razy.
Lisa Bailey jest byłą artystką kryminalistyczną FBI i autorką książki Clay and Bones, wspomnień z pracy w biurze. Uczy sztuki kryminalistycznej i odpowiada na pytania o ten zawód pod adresem instagram.com/clayandbones, a jej praca i książka są na lisabaileyofficial.com
