Muzeum dla historii opowiadanych obrazem

An open comic book with empty panels, made of grey stone, on a grey studio background

22 września w Los Angeles otwiera się muzeum sztuki, którą większość muzeów trzymała w piwnicy.

Lucas Museum of Narrative Art, założone przez George’a Lucasa i Mellody Hobson, jest poświęcone opowiadaniu obrazem: malarstwu jaskiniowemu, ilustracji, komiksowi, muralom, kinu. Budynek w Exposition Park, zaprojektowany przez Ma Yansonga z pracowni MAD Architects, ma około 28 tysięcy metrów kwadratowych, z czego ponad 9 tysięcy zajmują galerie, a stała kolekcja liczy ponad 40 tysięcy prac. Najpierw, na początku września, wpuszczono członków, sąsiedzi dostali własny dzień podglądu, a wieczór otwarcia współprowadzili między innymi Steven Spielberg, Guillermo del Toro i Greta Gerwig. Pierwsze recenzje budynku są ostro podzielone, co zwykle znaczy, że coś naprawdę zbudowano.

Dla projektu o wyglądzie ciekawe są tu nie nazwiska, tylko kategoria.

Sztuka narracyjna to ta sztuka, która musi dać ci zrozumieć człowieka jednym spojrzeniem. Kadr komiksu, klatka filmu, okładka magazynu, mural na ścianie, którą mijasz z prędkością czterdziestu kilometrów na godzinę. Żadna z tych rzeczy nie ma luksusu podpisu na ścianie. Naukowiec ma wyglądać jak naukowiec, łotr jak łotr, zmęczony detektyw jak zmęczony detektyw, a czytelnik ma to złapać, zanim skończy się zdanie. Od stu pięćdziesięciu lat ilustratorzy i projektanci postaci prowadzą najbardziej wymagającą szkołę wyglądu, jaka istnieje, a świat sztuki wysokiej przeważnie odmawiał wieszania wyników.

W filmie nawet bezdomny ma styl, i to jest lekcja, którą warto ukraść.

Spójrzcie, jak buduje się postaci na ekran albo na stronę. Jedna czyta się jako artysta, druga jako filozof, trzecia jako zagrożenie, i nic z tego nie zależy od konwencjonalnej urody. Wiele najbardziej zapamiętanych twarzy kina nie przeszłoby castingu do reklamy kosmetyków. Mają za to projekt: spójną tożsamość wizualną, która mówi, kim jest ten człowiek, i buduje emocjonalną więź, zanim padnie pierwsze słowo. Ich niedoskonałości nie osłabiają tej tożsamości, są jej częścią. Wygląd w sztuce narracyjnej to charakter, a nie ocena na skali od ładnego do brzydkiego.

To jest dokładnie ten zwrot, którego większość ludzi nigdy nie robi wobec własnej twarzy.

Codzienny nawyk polega na tym, żeby się ocenić, znaleźć wadę, spróbować ją usunąć i ocenić się jeszcze raz. Sztuka narracyjna działa odwrotnie. Zaczyna od pytania, kim jest ta osoba i co obraz ma sprawić, że poczujesz, a potem dobiera detale, które to niosą. Blizna, krzywy nos, ciężki płaszcz i zła fryzura mogą być wszystkie właściwe, jeśli należą do postaci. Muzeum, które wreszcie daje temu rzemiosłu poważny budynek, chcąc czy nie chcąc, wygłasza tezę o tym, jak patrzeć na ludzi.

Po cichu przewraca też starą hierarchię.

Ilustrację i komiks trzymano poza muzeum, bo były popularne, użyteczne i zrozumiałe dla każdego, co poczytywano im za wadę. Ta sama logika zbywa sam wygląd jako coś płytkiego, bo jest widoczny i bo każdy ma o nim zdanie. Muzyka też jest tylko dźwiękiem dla ucha, a nikt nie nazywa jej płytką. Czterdzieści tysięcy prac, które istnieją po to, żeby dało się je odczytać w mgnieniu oka, to spory materiał dowodowy na to, że co zrozumiałe od razu, może być również głębokie.

Czy budynek jest dobry, to osobne pytanie, i Los Angeles będzie się o to spierać latami.

Bardziej użyteczne pytanie dla każdego, kto ma twarz, brzmi: co się dzieje, kiedy przejdzie się przez muzeum pełne postaci, a potem spojrzy w lustro. Jeśli nawyk się utrzyma, można na chwilę przestać oceniać i zacząć czytać. Na tym polega cała różnica między pięknem, które jest wyrokiem, a atrakcyjnością, która jest historią, jaką ktoś naprawdę może o tobie opowiedzieć.

Źródła: Lucas Museum of Narrative Art, komunikat prasowy; Artforum