Dlaczego na starych zdjęciach nikt się nie uśmiechał

Przewiń zdjęcia z XIX wieku, a prawie nikt się na nich nie uśmiecha.

Twarze są poważne, sztywne i trochę surowe, jakby cały wiek był w złym humorze. Kusi, żeby wytłumaczyć to techniką, i technika jest częścią odpowiedzi, ale nie jest odpowiedzią właściwą.

Popularna wymówka to długie czasy naświetlania, i jest tylko w połowie prawdziwa.

Wczesne aparaty faktycznie wymagały bezruchu, ale gdy portrety komercyjne były już powszechne, naświetlanie trwało często zaledwie kilka sekund, dość krótko, by utrzymać uśmiech. Co istotne, nawet gdy czasy się skróciły, poważna twarz została. Coś innego niż maszyna powstrzymywało ludzi od uśmiechu.

Głębszy powód był kulturowy, odziedziczony po malarstwie.

Fotografia przejęła maniery od malarstwa portretowego, w którym szeroki uśmiech uchodził za niegodny. Szeroki grymas kojarzono z pijaństwem, głupotą albo brakiem samokontroli, a nie z opanowanym, szanowanym „ja”, które portret miał utrwalić. Uśmiechać się znaczyło wyglądać niepoważnie, a portret był rzeczą poważną.

Zdjęcie było też wydarzeniem rzadkim i kosztownym.

Dla większości ludzi pozowanie do fotografii było okazją raz na całe życie, bliższą zamówieniu pomnika niż zrobieniu selfie. Ubierano się starannie i układano twarz w coś dostojnego, co miało reprezentować człowieka przez pokolenia. Ulotny grymas nie był wyrazem, który chciało się wyryć w pamięci.

Jest tu też cichy wątek stomatologiczny.

Krzywe albo brakujące zęby były czymś powszechnym, a ich pokazywanie nie było powodem do dumy. Zamknięte, neutralne usta były po prostu bezpieczniejszym i korzystniejszym wyborem w czasach, zanim nowoczesna stomatologia i ortodoncja uczyniły z otwartego uśmiechu coś do pokazania, a nie do ukrycia.

Uśmiech przyszedł razem z migawką.

Gdy George Eastman około 1888 roku włożył tanie, podręczne aparaty Kodaka w zwykłe ręce, fotografia stała się swobodna. Zdjęcia robiono teraz na piknikach i przyjęciach zamiast w atelier, a spontaniczna, uśmiechnięta twarz powoli stała się normą, którą dziś uznajemy za oczywistość. Uśmiech, którego oczekujemy na każdym zdjęciu, ma ledwie sto lat.

Lekcja jest taka, że twarz zawsze mówi w języku swojej epoki.

To, co uchodzi za właściwy wyraz twarzy, nie jest ustalone przez naturę, lecz przez kulturę, technikę, a nawet stan naszych zębów. LOOKS traktuje wygląd jak język, który zmienia się w czasie, a nieuśmiechnięty wiktorianin przypomina, że reguły, które uważamy za uniwersalne, spisano zaskakująco niedawno.

Źródła: Time, „Why Didn’t People Smile in Old Photographs”; Smithsonian Magazine.