Ludzie tak nie wyglądają

Łukasz Andrzejewski, black and white portrait photographer from Opole, Poland

Łukasz Andrzejewski fotografuje ludzi w czerni i bieli, w Opolu, i na jedną sesję rezerwuje dwie albo trzy godziny.

Nie dlatego, że tyle trwa robienie zdjęć. Dlatego, że tyle trwa, zanim człowiek przestanie pamiętać, że stoi przed obiektywem. Cała reszta, światło, tło, kadr, jest przygotowaniem do tej jednej rzeczy.

Napisaliśmy do niego, bo czarno-biały portret usuwa z wyglądu prawie wszystko, co zwykle uchodzi za wygląd.

Odpada kolor, makijaż przestaje mieć znaczenie, ubranie schodzi na drugi plan. Zostaje twarz, światło i to, co człowiek ze sobą przyniósł. To dobre miejsce, żeby zapytać, co właściwie widać, kiedy odejmie się resztę.

Poniżej jego własna relacja, lekko zredagowana, jego słowami.

Najmocniejsze jest jedno zdanie o popkulturze, po którym trudno dalej twierdzić, że „źle wychodzę na zdjęciach” jest opinią o naszym wyglądzie.

Czarno-białe odbiera kolor, makijaż przestaje mieć znaczenie, zostaje twarz i światło. Co się wtedy ujawnia, czego kolor nie pokazuje?

Poprzez pozbawienie koloru możemy spojrzeć na fotografowanego człowieka jeszcze głębiej. Mimika, cienie, faktura skóry są wówczas bardziej widoczne, bez zakłóceń. Kolor odciąga często uwagę od tematu.

Emocja i prostota. Prostotę łatwo powiedzieć, trudno zrobić. Co konkretnie musisz usunąć z kadru albo z sytuacji, żeby ją dostać?

Szukam miejsc i teł, które będą dopełnieniem portretu. Tam, gdzie człowiek będzie na pierwszym miejscu. Zwykle unikam cegieł i bram czy innych elementów odciągających uwagę. Człowiek jest najważniejszy.

Prawie każdy twierdzi, że źle wychodzi na zdjęciach. Twoim zdaniem to prawda o ich wyglądzie, czy o czymś zupełnie innym?

Ludzie zmagają się z kompleksami, bez względu na wiek. Nie pomaga także popkultura, która przez długi okres czasu promowała szczupłych młodych ludzi o gładkich twarzach. Ludzie tak nie wyglądają.

Dlatego ja na sesję przeznaczam dwie, trzy godziny, by człowiek zapomniał o tym, że stoi przed obiektywem. Wtedy znika napięcie i powstaje naturalny portret, który często jest ładny.

Jest na sesji moment, w którym człowiek przestaje pozować. Po czym go poznajesz i czy da się go przyspieszyć?

Chyba nie można go zauważyć. Sesja to pewien rodzaj relacji, gdzie ja sam staram się nie skupiać na jak najlepszym zdjęciu, a na komforcie modela. Wówczas stres i napięcie ustępują.

Pracujesz w Opolu, nie w Warszawie. Czy ludzie z mniejszych miast inaczej podchodzą do bycia fotografowanym?

Trudno mi powiedzieć. Wydaje mi się, że nie ma to znaczenia. Ludzie w Warszawie, tak zwani ludzie z ulicy, niemający styczności z branżą foto i wideo, raczej nie czują się dobrze przed obiektywem bez względu na miejsce.

Pamiętasz zdjęcie, po którym ktoś zobaczył siebie inaczej niż wcześniej? Co na nim właściwie było?

Często tak słyszę. Przez to, że ludzie są przyzwyczajeni do zdjęć robionych przez rodzinę, na których siłą rzeczy nie wyglądają zwykle korzystnie, gdy otrzymują portret ode mnie, z dopasowanym światłem, po delikatnym retuszu, są zadowoleni, że to naprawdę oni wyglądają tak na tym zdjęciu.

Trzy rzeczy, które warto z tej rozmowy zabrać.

Po pierwsze, „źle wychodzę na zdjęciach” prawie nigdy nie jest diagnozą wyglądu, tylko opisem warunków. Rodzinne zdjęcie z przypadkowym światłem i człowiek napięty przed obiektywem to nie są warunki, w których cokolwiek da się zobaczyć uczciwie. Po drugie, moment, w którym ktoś przestaje pozować, nie jest efektem techniki fotografa, tylko efektem tego, że fotograf przestał gonić za najlepszym zdjęciem, a skupił się na człowieku. Po trzecie, zdanie „ludzie tak nie wyglądają” warto zapamiętać dosłownie. Skala, na której większość z nas ocenia własną twarz, została zbudowana z obrazów, których nikt nigdy nie spotkał na ulicy.

Łukasz Andrzejewski fotografuje w Opolu, portret czarno-biały: instagram.com/fotografopolski