Czy uroda naprawdę się opłaca? Co nagradza premia za wygląd

Chcielibyśmy, żeby wygląd został za drzwiami biura, ale rzadko tak jest.

Wolimy wierzyć, że pracę ocenia się po pracy. Dekady badań ekonomicznych mówią co innego. To, jak ktoś wygląda, po cichu wchodzi z nim na rozmowy kwalifikacyjne, do negocjacji i na pasek wypłaty, a efekt jest na tyle duży, że da się go zmierzyć.

Ekonomista, który nadał temu liczbę, nazwał to zjawisko premią za urodę.

Daniel Hamermesh przez lata badał, jak wygląd przekłada się na zarobki. Jego wniosek, powtarzalny w wielu zbiorach danych, był spójny: osoby ładniejsze zwykle zarabiają więcej, a mniej atrakcyjne mniej, przy tym samym wykształceniu, doświadczeniu i stanowisku. Różnica nie jest drobna.

Skala efektu zaskakuje tych, którzy uważają wygląd za rzecz czysto kosmetyczną.

W badaniach Hamermesha przystojniejsi mężczyźni zarabiają około cztery procent więcej od średniej, a ci ocenieni poniżej średniej około trzynaście procent mniej. W skali całej kariery różnica potrafi urosnąć do setek tysięcy. Kara za bycie postrzeganym jako przeciętny bywa większa niż premia za bycie atrakcyjnym, i to też jest cicha lekcja.

Premia nie dotyczy właściwie piękna, lecz historii, którą twarz opowiada najpierw.

Sympatyczna twarz czytana jest jako kompetentna, godna zaufania i zdrowa, zanim padnie słowo, a te założenia decydują, kogo się zatrudnia, awansuje i komu się wierzy. To efekt halo działający w gospodarce. Nie chodzi o to, że atrakcyjni są lepsi w pracy. Chodzi o to, że pierwsze wrażenie kupuje im kredyt zaufania.

To niewygodne, a udawanie, że to nieprawda, nikomu nie pomaga.

Nazwanie premii za urodę nie jest jej pochwałą. Jest jej przeciwieństwem. Nie da się skorygować uprzedzenia, którego nie chce się dostrzec, ani gdy rekrutujesz, ani gdy jesteś rekrutowany, ani gdy budujesz markę. To świadomość zamienia niewidzialny palec na szali w coś, co można wziąć pod uwagę.

Jest też wersja, którą pojedynczy człowiek może wykorzystać bez próżności.

Wygląd znaczy tu pełny sygnał, a nie wąski ideał piękna: zadbanie, postawa, zdrowie, sposób, w jaki ktoś nosi uwagę albo zmęczenie, ustawienie uśmiechu. Większość tego nie jest przesądzona przy urodzeniu, a poprawianie tego nie jest płytkie. To domykanie różnicy między tym, jak bardzo jesteś kompetentny, a tym, jak kompetentnie wyglądasz.

Uczciwe odczytanie nie jest ani cyniczne, ani naiwne.

Wygląd nie jest przeznaczeniem i nie jest niczym. Jest informacją, którą świat cały czas po cichu wycenia. LOOKS istnieje po to, by tę wycenę uczynić widoczną, żeby ludzie mogli świadomie zdecydować, co z tym zrobić, a nie z przypadku.

Źródła: Daniel Hamermesh, „Beauty Pays”, Princeton University Press.