Większość ludzi zakłada, że ortodoncja dotyczy zębów.
To zrozumiałe założenie. Patrzysz w lustro, widzisz zęby, oceniasz, czy ci się podobają. Tyle że zęby tkwią w kości, kość jest częścią rosnącej czaszki, a rosnąca czaszka to dokładnie ta rzecz, która z czasem staje się twarzą rozpoznawaną jako twoja. Poruszysz jedno, poruszyłeś wszystko, niezależnie od tego, czy ktoś wcześniej o tym z tobą rozmawiał.
Istnieje nurt ortodoncji zbudowany właśnie wokół tego faktu.
Traktuje profil twarzy jako element diagnozy, a nie produkt uboczny leczenia, i zaczyna od innego pytania. Nie które zęby są krzywe, tylko jak rośnie ta twarz i co jej w tym pomaga albo przeszkadza. To prowadzi w nieoczywiste miejsce: do oddychania. Dziecko, które nie oddycha swobodnie przez nos, zwykle trzyma usta otwarte, opuszcza język z podniebienia i lekko wysuwa głowę do przodu. Utrzymywana przez lata wzrostu, ta postawa zostawia na twarzy swój podpis: węższą szczękę, wydłużoną dolną część twarzy, cofniętą bródkę. Nic z tego nie wygląda na problem medyczny. Wygląda po prostu jak dana osoba.
Dr Derek Mahony od ponad trzydziestu lat przekonuje, że to jest prawdziwy temat ortodoncji.
Ortodonta specjalista z Sydney, założyciel Full Face Orthodontics, sieci klinik działających dziś w całej Australii. W trakcie kariery leczył ponad 150 000 pacjentów. Jego wykształcenie przebiega przez kilka kontynentów: dyplom stomatologii na University of Sydney, tytuł magistra ortodoncji w Eastman Dental Hospital w Londynie, dyplom Royal College of Surgeons w Edynburgu, kolejne kwalifikacje podyplomowe z ortopedii szczękowo-twarzowej w Glasgow i Anglii oraz fellowship Royal College of Dentists of Canada. Jest profesorem wizytującym ortodoncji w City of London Dental School i dyplomatą International Board of Orthodontics.
Cel, który sam sobie stawia, jest jak na lekarza wyjątkowo bezpośredni.
Mówi o wyznaczaniu celów leczenia tak, by tworzyć „not just straight teeth, but beautiful faces and healthy temporomandibular joints”, czyli nie tylko proste zęby, ale piękne twarze i zdrowe stawy skroniowo-żuchwowe. To zdanie w ustach rzeźbiarza nie budziłoby emocji, a w ustach lekarza jest po cichu radykalne, bo nazywa efekt estetyczny wprost, zamiast zostawiać go jako niewypowiedziany skutek uboczny. Tłumaczy też, co przewija się przez całą jego praktykę: aparaty czynnościowe stosowane wcześnie, obok aparatów stałych, po to żeby wzrost prowadzić, a nie korygować po fakcie, i żeby rzadziej usuwać zdrowe zęby dla zrobienia miejsca.
Drugą połowę kariery poświęcił na uczenie tego innych.
Założył Excellence in Orthodontics and Dentofacial Orthopaedics, program szkoleń podyplomowych dla dentystów i ortodontów, wykładał w ponad 120 krajach i przeszkolił ponad 60 000 klinicystów. Po drodze zdobył kwalifikacje z medycyny snu w stomatologii i został redaktorem współpracującym czasopism z zakresu stomatologii dziecięcej i ortopedii szczękowo-twarzowej. I to właśnie ta dydaktyczna połowa jest dla projektu takiego jak LOOKS najciekawsza. Lekarz zmienia twarze w jednej poczekalni. Lekarz, który uczy, zmienia twarze w dziesiątkach tysięcy poczekalni, i robi to lata wcześniej, zanim ktokolwiek nazwałby tę decyzję decyzją o wyglądzie.
Źródło: Full Face Orthodontics
