Ane de Cocó szyje kapelusze ręcznie, w Hiszpanii, na miarę, dla ludzi, którzy najczęściej przychodzą do niej przekonani, że kapelusz im nie pasuje.
Pracuje w rzemiośle, które kiedyś było obowiązkiem, a dziś jest wyborem, i właśnie dlatego nas interesuje. Przez stulecia kapelusz mówił obcym, gdzie stoisz w świecie, zanim zdążyłeś się odezwać. Potem przestał być wymagany i została z tego czysta decyzja: przedmiot, który zakładasz na głowę tylko dlatego, że chcesz.
Napisaliśmy do niej, bo modniarstwo siedzi na najszybszej krawędzi wyglądu.
Nic innego, co człowiek może na siebie założyć, nie zmienia twarzy tak szybko. Marynarkę trzeba chwilę przeczytać. Kapelusz działa natychmiast, i to na tej części ciała, na którą wszyscy i tak patrzą. Dlatego pracownia w Hiszpanii jest dobrym miejscem, żeby zapytać, co wygląd właściwie robi z ludźmi i co dzieje się w tej sekundzie, w której ktoś widzi siebie inaczej.
Poniżej jej własna relacja, lekko zredagowana, jej słowami.
Odpowiedziała obszernie, a najciekawsze fragmenty w ogóle nie dotyczą kapeluszy. Dotyczą zaufania, strachu przed byciem zauważonym i jednego projektu, którego do dziś nie potrafi wytłumaczyć.
Kiedy ktoś zamawia kapelusz na miarę, co mówi, że chce, a co widzisz w tym, czego nie powiedział?
Osoba, która zamawia kapelusz na miarę, zwykle wie, po co do mnie przyszła. Jedni szukają od dawna i po prostu nie mogą znaleźć kapelusza, z którym się utożsamiają, inni szukają kapelusza podobnego do ideału z własnej przeszłości, a jeszcze inni chcą po prostu czegoś jedynego w swoim rodzaju.
Ale za tym, o co proszą, często widzę coś, czego nie mówią wprost: potrzebują zaufania. Muszą zaufać, że ich zrozumiem i zrobię kapelusz, który naprawdę będzie dla nich właściwy.
Kapelusz ma obecność i przyciąga uwagę, a żeby dobrze go nosić, trzeba czuć się w nim pewnie. Moja praca nie kończy się na zrobieniu kapelusza, który komuś pasuje. Kiedy ktoś go zakłada, kapelusz musi wydawać się jego własnym.
Kapelusz zmienia twarz szybciej niż niemal wszystko inne, co można na siebie założyć. Możesz opisać przymiarkę, na której zobaczyłaś, jak postawa albo wyraz twarzy zmieniają się w chwili założenia?
Zdarzyło mi się to wiele razy i nie tylko z klientami. Czasem umawiam się ze znajomymi na popołudnie za miastem albo u kogoś w domu i biorę ze sobą kapelusz, żeby móc szyć dalej w trakcie rozmowy.
Kiedy widzą, nad czym pracuję, prawie zawsze chcą go przymierzyć. Wielu zaczyna od zdania, że nie są typem na kapelusze albo że kapelusze im po prostu nie leżą. Potem patrzą w lustro i są zaskoczeni.
Cudownie jest patrzeć na ten moment: zmienia się wyraz twarzy, zmienia się sposób, w jaki na siebie patrzą, zmienia się nawet sposób, w jaki się trzymają. Co ciekawe, część z nich i tak nie odważyłaby się wyjść w tym kapeluszu na ulicę, mimo że uwielbia to, jak w nim wyglądają.
Kapelusz nie zmienia tylko wyglądu, potrafi zmienić nawet spojrzenie.
Śluby i uroczystości sprawiają, że ludzie noszą kapelusze w dniach, w których są najbardziej oglądani. Co ta presja robi z ich wyborami?
Mój styl jest klasyczny, z czystą linią i bez nadmiaru zdobień. Większość moich klientek chce czuć się elegancko. Niekoniecznie chcą przyciągać dużo uwagi, ale chcą zrobić wrażenie.
Ślub czy uroczystość daje im też okazję, żeby założyć kapelusz albo ozdobę głowy, których na co dzień pewnie by nie nosiły. Pozwala być odrobinę odważniejszym, ale nie przestając czuć się sobą.
Hiszpania ma długą relację z nakryciami głowy. Co z niej przetrwało w tym, co robisz dzisiaj, a co świadomie zostawiłaś za sobą?
Hiszpania ma bardzo bogatą i różnorodną tradycję modniarską i nie sądzę, żeby istniał jeden hiszpański styl. Nawet w samej Hiszpanii są bardzo różne sposoby rozumienia i noszenia kapeluszy.
W moim przypadku nie mam poczucia, że świadomie zostawiłam tradycję za sobą. Wręcz przeciwnie. Bardzo pociąga mnie stare rzemiosło: techniki, materiały, praca ręką i sposób, w jaki kapelusze konstruowano tak, żeby przetrwały. W tym sensie jestem dość tradycyjna.
Uważam, że można nauczyć się rzemiosła i głęboko je szanować, nie odtwarzając przy tym konkretnej estetyki. Technika należy do rzemiosła, styl należy do konkretnego modniarza.
Mój własny styl wychodzi od form klasycznych i szuka powściągliwej elegancji, z czystą linią i przemyślanym zdobieniem.
Po czym poznajesz, że kapelusz jest skończony? Co mówi ci, że przeszedł z poprawnego we właściwy?
Dla mnie kapelusz nie jest skończony tylko dlatego, że technicznie doszłam do końca procesu. Jeśli patrzę na niego i coś nie wydaje mi się idealne, mogę to spruć i zacząć od nowa.
Jestem bardzo wymagająca przy wykończeniu. Ściegi muszą być czyste, kokarda idealnie przyszyta, rondo dobrze zaprasowane, a każdy detal dokładnie tam, gdzie powinien być. To mogą być rzeczy, których osoba nosząca kapelusz nigdy nie zauważy, ale ja wiem, że tam są.
Kapelusz jest skończony wtedy, kiedy patrzę na niego i nie czuję już potrzeby, żeby czegokolwiek dotknąć. Dopiero wtedy mogę być spokojna.
Kapelusz to jedna z niewielu rzeczy, o których ludzie z góry twierdzą, że im nie pasują. Skąd bierze się to przekonanie i jak często sprawdza się w twojej pracowni?
Zawsze, kiedy ktoś mówi mi, że kapelusze mu nie pasują, odpowiadam, że pewnie po prostu nie znalazł jeszcze tego właściwego.
Myślę też, że często oceniamy kapelusze poza kontekstem. Przymierzanie kapelusza wizytowego bez sukienki, fryzury i makijażu, z którymi ma być noszony, to zupełnie co innego. Tak samo letni kapelusz może wyglądać dziwnie do zimowych ubrań i odwrotnie. Cała stylizacja zmienia nasze postrzeganie kapelusza.
Przez wszystkie lata pracy znalazłam tylko jeden wyjątek. Do sklepu weszła kobieta absolutnie przekonana, że żaden kapelusz na nią nie pasuje. Kazałam jej przymierzyć praktycznie cały sklep i musiałam przyznać, że miała rację. Nic nie działało. Więc przynajmniej raz to przekonanie okazało się prawdziwe.
Kiedy wychodzisz w kapeluszu własnej roboty, czym różni się bycie oglądaną od bycia tą, która go zrobiła?
Uwielbiam nosić kapelusze, są częścią tego, jak się ubieram. Szczególnie często noszę je zimą, kiedy mogę bawić się kapeluszami marynarskimi, beretami, opaskami, fedorami i małymi dopasowanymi formami. Latem częściej sięgam po kanotiery, słomkowe fedory i daszki.
Dzisiaj ludzie po prostu nie są przyzwyczajeni do widoku kogoś, kto idzie ulicą w prawdziwym kapeluszu, więc to nieuchronnie przyciąga uwagę.
Czasem te spojrzenia sprawiają mi przyjemność, czasem trochę mnie krępują, a czasem nawet myślę sobie: czy oni uważają, że próbuję zwrócić na siebie uwagę? Kiedy wchodzisz gdzieś w kapeluszu i nikt inny go nie ma, wiesz, że będziesz się wyróżniać.
Ale to nigdy nie powstrzymało mnie przed noszeniem kapelusza. Bardzo chciałabym zobaczyć znacznie więcej ludzi w kapeluszach i może kiedyś coś, co tak długo było zupełnie zwyczajne, przestanie wydawać się niezwykłe.
Którego ze swoich kapeluszy potrafisz wytłumaczyć najmniej, i dlaczego mimo to działa?
Jest jeden kapelusz, który wziął się z pomyłki. Przy szyciu przycięłam rondo za krótko i wyszedł dużo mniejszy, niż zamierzałam. Byłam bardzo rozczarowana, bo myślałam, że go zepsułam.
Postanowiłam mimo wszystko go dokończyć i sfotografowałam do sklepu, przekonana, że pewnie nigdy go nie sprzedam. Ku mojemu zaskoczeniu sprzedał się. Więc zrobiłam kolejny i ten też się sprzedał. Do dziś jest jednym z modeli, które mam w ofercie.
Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego działa, bo jego proporcje wzięły się z pomyłki, a nie z decyzji projektowej. Może właśnie w tym rzecz: czasem rzemiosło polega też na rozpoznaniu, że pomyłka stworzyła coś, czego nigdy nie dałoby się zaplanować.
Trzy rzeczy warte wyniesienia z tej rozmowy.
Po pierwsze, ludzie, którzy mówią, że coś im nie pasuje, prawie zawsze sprawdzali to w złych warunkach. Po drugie, moment, w którym zmienia się wygląd, widać z zewnątrz, w postawie i w oczach, zanim ktokolwiek powie o tym słowo. Po trzecie, pomyłka porządnie wykończona bywa nie do odróżnienia od decyzji. Estetyka to nie pogoń za perfekcją, tylko usuwanie fałszywej nuty, a czasem nuta, którą uznaliśmy za fałszywą, okazuje się całym powodem, dla którego rzecz działa.
Ane de Cocó pracuje w Hiszpanii i szyje kapelusze na miarę, z wysyłką na cały świat: anedecoco.net
